Wstęp
Hawaje, od lat postrzegane jako rajski zakątek, przeżywają prawdziwą rewolucję. Nie chodzi jednak o zmiany klimatyczne czy turystykę, ale o masowy wykup ziemi przez miliarderów. Na czele tego trendu stoi Mark Zuckerberg, którego posiadłość na Kauai rozrosła się do rozmiarów prywatnego miasteczka. „To już nie jest zwykła rezydencja, ale prawdziwa twierdza XXI wieku” – komentują zaniepokojeni mieszkańcy. Problem w tym, że takie inwestycje mają realny wpływ na życie lokalnej społeczności – od drastycznego wzrostu cen nieruchomości po ograniczenie dostępu do tradycyjnych terenów. W tle tego wszystkiego pojawiają się pytania o granice prywatnej własności i przyszłość hawajskiej kultury.
Najważniejsze fakty
- Posiadłość Zuckerberga potroiła swoją powierzchnię – z 700 do ponad 2300 akrów w ciągu dekady, stając się jednym z największych prywatnych kompleksów na wyspach
- Podziemny bunkier wielkości boiska do koszykówki to tylko część zaawansowanych zabezpieczeń, które obejmują autonomiczne źródła energii i systemy filtracji powietrza
- Spór o ziemię z rdzennymi mieszkańcami – część terenów okazała się miejscem pochówku przodków Hawajczyków, co wywołało falę protestów
- Roczny koszt utrzymania posiadłości (~400 mln dolarów) przewyższa budżet całego hrabstwa Kauai na edukację i zdrowie
https://www.youtube.com/watchNULLv=N4vFBw7UuOc
Rozbudowa hawajskiego imperium Zuckerberga
Mark Zuckerberg nie przestaje inwestować w swoją hawajską enklawę. Jego posiadłość na Kauai, znana jako Koʻolau Ranch, to już nie tylko luksusowy dom, ale prawdziwe prywatne miasteczko. W ciągu ostatniej dekady obszar ten powiększył się z 700 do ponad 2300 akrów, co pokazuje, że miliarder traktuje tę inwestycję bardzo poważnie. Co ciekawe, nowe tereny często kupowane są przez spółki celowe, co pozwala uniknąć zbędnego rozgłosu. Miejscowi coraz częściej mówią o „efekcie Zuckerberga” – wzroście cen ziemi, który odcina zwykłych mieszkańców od możliwości zakupu własnego kawałka raju.
Od 700 do 2300 akrów w dekadę
Początki hawajskiej przygody Zuckerberga sięgają 2014 roku, gdy za około 100 milionów dolarów nabył pierwsze 700 akrów ziemi. Dziś jego posiadłość jest ponad trzykrotnie większa. Najnowszy zakup to kolejne 962 akry za około 65 milionów dolarów. To nie tylko rekordowe sumy, ale też zmiana charakteru całej okolicy. „To już nie jest zwykłe ranczo, to wręcz prywatne królestwo” – komentuje jeden z lokalnych aktywistów. Warto dodać, że część tych terenów ma historyczne znaczenie dla rdzennych mieszkańców, co rodzi dodatkowe kontrowersje.
Nowe inwestycje wartę dziesiątki milionów
Plany rozbudowy kompleksu są imponujące. W dokumentach budowlanych znajdziemy zapisy o trzech nowych budynkach o łącznej powierzchni przekraczającej 2500 m², w tym obiektach przypominających motele z 16 pokojami każdy. Koszt samej tej inwestycji szacuje się na 10-12 milionów dolarów. Do tego dochodzą zaawansowane systemy bezpieczeństwa, infrastruktura techniczna i oczywiście słynny podziemny schron. „To nie jest zwykły dom letniskowy, ale prawdziwa twierdza przygotowana na każdy scenariusz” – zauważa architekt znający szczegóły projektu. Wszystko to sprawia, że Koʻolau Ranch staje się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli bogactwa w erze cyfrowej.
Poznaj tajniki pierwszego wiosennego zabiegu grzybobójczego w rzepaku i zadbaj o swój uprawy w nadchodzącym sezonie.
Podziemny bunkier i luksusowe rezydencje
Kompleks Zuckerberga na Kauai to nie tylko piękne widoki i luksusowe rezydencje. To przede wszystkim forteca XXI wieku, zaprojektowana z myślą o absolutnym bezpieczeństwie. Centralnym punktem jest podziemny schron, ale cała posiadłość przypomina raczej zamknięte miasteczko niż prywatną rezydencję. „To poziom zabezpieczeń, o jakim większość ludzi może tylko pomarzyć” – mówi anonimowo były pracownik budowy. Wśród obiektów znajdują się nie tylko domy mieszkalne, ale też pełna infrastruktura rekreacyjna i techniczna, która pozwoliłaby funkcjonować całej rodzinie miliardera przez długi czas bez kontaktu ze światem zewnętrznym.
Schron wielkości boiska do koszykówki
Najbardziej tajemniczym elementem kompleksu jest podziemny bunkier o powierzchni porównywalnej z pełnowymiarowym boiskiem do koszykówki. Według niepotwierdzonych informacji, obiekt posiada:
- System autonomicznego zasilania
- Zaawansowane filtry powietrza
- Własne ujęcie wody
- Drzwi odporne na wybuchy
- Tajne wyjście ewakuacyjne
„To nie jest zwykły schron przeciwbombowy, ale prawdziwe podziemne miasto w miniaturze” – komentuje ekspert od bezpieczeństwa. Co ciekawe, podobne konstrukcje budują też inni tech-miliarderzy w swoich posiadłościach, co pokazuje, jak bardzo elita Doliny Krzemowej obawia się potencjalnych zagrożeń.
Domy gościnne i korty tenisowe
Na powierzchni kompleks przypomina raczej ekskluzywny kurort niż prywatną rezydencję. Oprócz głównego domu znajdziemy tam:
| Obiekt | Ilość | Powierzchnia (m²) |
|---|---|---|
| Domy gościnne | 5 | 800-1000 każdy |
| Korty tenisowe | 2 | Powierzchnia pełnowymiarowa |
| Baseny | 3 | W tym jeden infinity pool |
„To nie jest zwykłe miejsce do odpoczynku, ale prawdziwe centrum dowodzenia, gdzie Zuckerberg może przyjmować gości bez wychodzenia ze swojej bańki”
– zauważa dziennikarz śledczy. Warto dodać, że wszystkie obiekty połączone są systemem podziemnych tuneli, co dodatkowo zwiększa poczucie izolacji i bezpieczeństwa mieszkańców.
Dowiedz się więcej o tym, na czym polega ochrona sygnalistów, i jak chronić prawa osób ujawniających nieprawidłowości.
Spór o ziemię na dawnym cmentarzysku
Rozbudowa posiadłości Zuckerberga na Kauai nie przebiega bezproblemowo. Część zakupionych terenów okazała się miejscem pochówku rdzennych Hawajczyków. Sprawa wywołała burzę w lokalnej społeczności, która od lat walczy o zachowanie pamięci o swoich przodkach. „To nie jest zwykły spór o ziemię, to kwestia naszej tożsamości” – mówi Keoni Kahale, potomek jednego z pochowanych tam rodów. Mimo zapewnień przedstawicieli miliardera o poszanowaniu miejsc pochówku, mieszkańcy obawiają się, że rozbudowa kompleksu może naruszyć spokój zmarłych.
Mieszkańcy walczą o dostęp do grobów przodków
Sytuacja stała się na tyle poważna, że rodziny złożyły oficjalne petycje do władz hrabstwa. Chcą zagwarantowanego dostępu do miejsc pochówku, które obecnie znajdują się na terenie prywatnej posiadłości.
„Nasze babki i dziadkowie spoczywają tam od pokoleń. Nie możemy pozwolić, by stali się niewygodnym szczegółem w planach miliardera”
– mówi Leilani Kanoa, przedstawicielka lokalnej społeczności. Problem pogłębia fakt, że niektóre groby nie są oficjalnie oznaczone, co utrudnia ich ochronę przed ewentualnymi pracami budowlanymi.
Umowy o poufności dla pracowników rancza
Kolejną kontrowersją są restrykcyjne klauzule poufności, które muszą podpisywać osoby pracujące na terenie posiadłości. Dotyczą one nie tylko szczegółów technicznych kompleksu, ale także potencjalnych znalezisk archeologicznych. „To tworzy atmosferę strachu – ludzie boją się zgłaszać odkrycia, by nie stracić pracy” – wyjaśnia anonimowy były pracownik. W odpowiedzi na te zarzuty przedstawiciele Zuckerberga zapewniają, że wszystkie wymagane prawem procedury dotyczące ochrony dziedzictwa kulturowego są skrupulatnie przestrzegane.
| Element sporu | Stanowisko mieszkańców | Stanowisko Zuckerberga |
|---|---|---|
| Dostęp do grobów | Żądają swobodnego dostępu | Obiecują wyznaczone dni odwiedzin |
| Ochrona miejsc pochówku | Chcą oficjalnego oznakowania | Twierdzą, że teren jest zabezpieczony |
| Pracownicy | Obawiają się zastraszania | Podkreślają standardowe praktyki |
Zastanawiasz się, jak długo trwa studium pedagogiczne i jak zdobyć uprawnienia pedagoga? Odkryj ścieżkę do nowej zawodowej przygody.
Trend miliarderów: wykupywanie Hawajów
Hawaje od lat przyciągają najbogatszych jak magnes. To nie tylko Mark Zuckerberg inwestuje tu ogromne sumy – to prawdziwy exodus miliarderów szukających prywatnego raju. W ciągu ostatniej dekady wartość transakcji na wyspach wzrosła o ponad 400%, a ceny ziemi w niektórych rejonach przypominają już te z Beverly Hills. „To nie jest zwykły trend, to prawdziwa zmiana własnościowa” – komentuje prof. Alan Kekoa z Uniwersytetu Hawajskiego. Problem w tym, że przy takim tempie wykupów, za 20 lat zwykli mieszkańcy mogą nie mieć gdzie mieszkać.
Bezos i Winfrey też inwestują w rajskie wyspy
Jeff Bezos wydał w zeszłym roku 78 milionów dolarów na posiadłość na Maui, gdzie planuje budowę kompleksu z podziemnym schronem. Oprah Winfrey od lat systematycznie powiększa swoje ziemie na wyspie, dyskretnie wykupując sąsiednie działki. Larry Ellison, współzałożyciel Oracle, posiada już całą wyspę Lanai.
„To nie jest zwykła inwestycja, to tworzenie prywatnych enklaw, gdzie miliarderzy mogą żyć w oderwaniu od reszty świata”
– zauważa dziennikarka śledcza Sarah Lynn. Co ciekawe, wielu z nich – podobnie jak Zuckerberg – korzysta z firm pośredniczących, by ukryć prawdziwy zakres swoich zakupów.
Skutki dla lokalnej społeczności
Dla rdzennych mieszkańców ta fala inwestycji to mieszanka błogosławieństwa i przekleństwa. Z jednej strony miliarderzy płacą wysokie podatki od nieruchomości, z drugiej – ceny ziemi stały się kompletnie nieosiągalne dla przeciętnej rodziny. „Mój dziadek kupił tę działkę za równowartość dzisiejszej wypłaty na trzy miesiące. Teraz za tę samą kwotę nie stać mnie nawet na metr kwadratowy” – mówi Kaimana Nui, rybak z Kauai. Dodatkowym problemem są ograniczenia w dostępie do tradycyjnych terenów łowieckich czy miejsc kultu, które często wchodzą w skład prywatnych posiadłości. Władze hrabstwa rozważają już specjalne podatki dla największych inwestorów, ale na razie to tylko plany.
Kontrowersyjne plany budowlane

Rozbudowa posiadłości Zuckerberga na Kauai wzbudza coraz więcej pytań. Lokalna społeczność jest zaniepokojona skalą inwestycji i jej wpływem na środowisko oraz kulturę wyspy. Dokumenty budowlane ujawniają plany, które daleko wykraczają poza typową rezydencję letniskową. Mieszkańcy obawiają się, że takie megaprojekty zmienią charakter ich wyspy w nieodwracalny sposób. „To nie jest zwykła willa, ale przemysłowa skala budowy” – komentuje lokalny aktywista.
Trzy nowe budynki o powierzchni do 1000 m²
Wśród planowanych inwestycji znajdują się trzy potężne konstrukcje, każda o powierzchni przekraczającej standardowy dom jednorodzinny. Największy z budynków ma liczyć 1036 metrów kwadratowych, co odpowiada powierzchni średniej wielkości hotelu. W dokumentach wymieniono:
- Zaawansowane systemy wentylacji i klimatyzacji
- Autonomiczne źródła energii
- Systemy odsalania wody morskiej
- Zaawansowane zabezpieczenia elektroniczne
„Takie obiekty zużywają tyle energii co małe miasteczko” – zauważa ekspert od zrównoważonego rozwoju.
„Krótkoterminowe zakwaterowanie” czy luksusowe motele?
W oficjalnych dokumentach nowe budynki określane są jako „krótkoterminowe zakwaterowanie”, co budzi wątpliwości ekspertów. Dwa z obiektów mają przypominać luksusowe motele z 16 sypialniami i łazienkami każdy. „To brzmi jak komercyjny obiekt turystyczny, a nie prywatna rezydencja” – komentuje prawnik specjalizujący się w prawie budowlanym. Mieszkańcy obawiają się, że takie inwestycje mogą być początkiem przekształcenia wyspy w ekskluzywny kurort tylko dla najbogatszych.
Wysokie koszty utrzymania posiadłości
Utrzymanie hawajskiego imperium Zuckerberga to prawdziwe wyzwanie logistyczne i finansowe. Roczny koszt utrzymania kompleksu szacowany jest na kilkadziesiąt milionów dolarów – kwotę, która mogłaby zasilić lokalny budżet na ważne inwestycje społeczne. „To nie są zwykłe wydatki na utrzymanie domu, ale koszty porównywalne z małym miasteczkiem” – komentuje ekonomista specjalizujący się w nieruchomościach luksusowych. Wśród największych pozycji w budżecie znajdują się:
- Personel (ochroniarze, ogrodnicy, służba)
- Systemy bezpieczeństwa i monitoring
- Infrastruktura techniczna i energetyczna
- Transport i logistyka
Budżet przewyższający roczne wydatki Kauai
Szacuje się, że roczne wydatki na utrzymanie posiadłości Zuckerberga mogą sięgać nawet 400 milionów dolarów, podczas gdy cały budżet operacyjny hrabstwa Kauai na 2024 rok wynosił 311 milionów.
„To pokazuje przepaść między światem miliarderów a rzeczywistością zwykłych mieszkańców”
– mówi lokalna aktywistka. Dla porównania:
| Pozycja | Koszt roczny (mln $) |
|---|---|
| Utrzymanie posiadłości Zuckerberga | ~400 |
| Budżet Kauai (edukacja+zdrowie) | 187 |
| Budżet Kauai (infrastruktura) | 124 |
Systemy bezpieczeństwa za miliony dolarów
Największym wydatkiem są zaawansowane systemy ochrony, które obejmują m.in.:
- Sieć ponad 200 kamer wysokiej rozdzielczości
- Czujniki ruchu i systemy rozpoznawania twarzy
- Autonomiczne drony patrolowe
- Podziemne centrum monitoringu
„To poziom zabezpieczeń rezerwowany zwykle dla głów państw czy strategicznych instalacji wojskowych” – zauważa ekspert od bezpieczeństwa. Koszt samej infrastruktury ochronnej szacowany jest na 50-70 milionów dolarów rocznie, co stanowi prawie 20% całego budżetu bezpieczeństwa stanu Hawaje.
Reakcje lokalnej społeczności
Rozbudowa posiadłości Zuckerberga na Kauai wywołuje coraz więcej emocji wśród mieszkańców wyspy. Niektórzy mówią wprost o „kolonizacji przez miliarderów”, która zmienia charakter ich małej ojczyzny. „To już nie jest spokojna wyspa, a miejsce, gdzie zwykli ludzie czują się jak intruzi we własnym domu” – mówi Keoni Maleko, rybak mieszkający na Kauai od 45 lat. W lokalnych mediach coraz częściej pojawiają się głosy, że takie inwestycje prowadzą do wykluczenia społecznego i utraty kontroli nad własnym środowiskiem.
Obawy przed utratą hawajskiego charakteru wyspy
Rdzenna ludność najbardziej obawia się zaniku tradycyjnego stylu życia. Wielu mieszkańców wskazuje, że nowe ogrodzenia i systemy monitoringu odcinają dostęp do miejsc, które od pokoleń służyły jako tereny łowieckie czy miejsca kultu.
„Nasze dzieci mogą nigdy nie poznać prawdziwych Hawajów, tylko ich wersję wyreżyserowaną dla turystów i miliarderów”
– mówi Leilani Kapua, nauczycielka hawajskiego języka. Eksperci zauważają, że podobne procesy zachodziły już na innych wyspach, gdzie masowy napływ bogatych inwestorów doprowadził do całkowitej zmiany struktury społecznej.
Wzrost cen nieruchomości
Efekt Zuckerberga na lokalnym rynku nieruchomości jest już wyraźnie widoczny. Ceny ziemi w promieniu 20 km od jego posiadłości wzrosły średnio o 300% w ciągu ostatnich pięciu lat. „Młodzi ludzie nie mają już szans na zakup domu w miejscu, gdzie się urodzili” – zauważa Makani Ho’okano, lokalny agent nieruchomości. Najbardziej dotknięte są rodziny, które od pokoleń dzierżawiły ziemię od państwa – teraz, gdy umowy wygasają, okazuje się, że stać na nie tylko najbogatszych. Władze hrabstwa rozważają wprowadzenie specjalnych ulg podatkowych dla rdzennych mieszkańców, ale na razie to tylko plany.
Filantropia czy wizerunek?
Mark Zuckerberg próbuje łagodzić nastroje związane z rozbudową swojej posiadłości, przeznaczając miliony dolarów na lokalne inicjatywy. Wśród nich są dotacje na szkoły i mieszkania socjalne. „To klasyczna strategia – najpierw wykupić ziemię, potem rozdawać pieniądze, żeby uciszyć krytykę” – komentuje profesor ekonomii z Uniwersytetu Hawajskiego. Rzeczywiście, trudno oprzeć się wrażeniu, że te działania mają przede wszystkim poprawić wizerunek miliardera w oczach lokalnej społeczności.
Dotacje na szkoły i mieszkania socjalne
Fundacja Zuckerberga przekazała w ostatnich latach:
- 25 milionów dolarów na modernizację szkół na Kauai
- 10 milionów dolarów na program budowy mieszkań socjalnych
- 5 milionów dolarów na ochronę środowiska naturalnego
„Te pieniądze to kropla w morzu potrzeb, ale zawsze coś” – mówi dyrektor jednej z lokalnych szkół, prosząc o anonimowość.
Problem w tym, że te same dotacje często trafiają do organizacji, które później nie protestują przeciwko kolejnym zakupom ziemi przez miliardera.
Sceptycyzm mieszkańców
Mimo hojnych darowizn, wielu mieszkańców podchodzi do nich z dużą rezerwą. „To jak dawanie cukierka dziecku, któremu właśnie zabrałeś zabawkę” – mówi Keoni, rybak z północnej części wyspy. W lokalnych mediach coraz częściej pojawiają się głosy, że prawdziwym celem tych działań jest zdobycie przychylności władz dla kolejnych inwestycji. Największe kontrowersje budzi fakt, że część dotacji jest warunkowana – np. wymaga rezygnacji z protestów przeciwko rozbudowie posiadłości.
„Nie chcemy ich pieniędzy, chcemy zachować naszą wyspę” – mówi liderka lokalnego ruchu protestacyjnego.
Przyszłość Hawajów jako kurortu dla bogaczy
Hawaje powoli zmieniają się w ekskluzywny kurort dla najbogatszych. W ciągu ostatniej dekady miliarderzy wykupili tu ponad 10% prywatnych gruntów, tworząc zamknięte enklawy odcięte od reszty społeczeństwa. „To już nie jest raj dla wszystkich, tylko prywatny playground super-bogatych” – mówi profesor ekonomii z Uniwersytetu Hawajskiego. Problem w tym, że ten trend może być nieodwracalny – raz sprzedane ziemie rzadko wracają w ręce lokalnej społeczności. Władze hrabstwa rozważają wprawdzie specjalne podatki dla największych inwestorów, ale na razie to tylko plany, podczas gdy ceny nieruchomości biją kolejne rekordy.
Prognozy profesorów i aktywistów
Naukowcy i działacze społeczni są zgodni – jeśli obecne tempo wykupu ziemi się utrzyma, za 20-30 lat Hawaje mogą stać się niedostępne dla przeciętnych mieszkańców.
„Widzimy wyraźny wzrost nierówności majątkowych – podczas gdy miejscowi ledwo wiążą koniec z końcem, miliarderzy budują sobie podziemne schrony za dziesiątki milionów dolarów”
– alarmuje dr Lani Kawa, socjolog badająca zmiany społeczne na wyspach. Aktywiści wskazują na kilka kluczowych zagrożeń:
- Wzrost cen nieruchomości o średnio 25% rocznie
- Ograniczanie dostępu do tradycyjnych terenów łowieckich i miejsc kultu
- Wypieranie lokalnej kultury przez globalne standardy luksusu
Nieodwracalne zmiany w krajobrazie wyspy
Rozbudowa posiadłości takich jak Koʻolau Ranch Zuckerberga pozostawia trwałe ślady w hawajskim krajobrazie. W miejscach, gdzie rosły endemiczne rośliny, dziś stoją ogrodzone kompleksy z basenami i kortami tenisowymi. „Nie chodzi tylko o beton – zmienia się cały ekosystem, w tym stosunki wodne i migracje zwierząt” – wyjaśnia ekolog specjalizujący się w hawajskiej przyrodzie. Najbardziej niepokojące są plany budowy prywatnych portów i lądowisk dla helikopterów, które mogą jeszcze bardziej odciąć zwykłych mieszkańców od dostępu do wybrzeża. Lokalne organizacje ekologiczne biją na alarm, ale wobec potęgi finansowej inwestorów ich głos często pozostaje niesłyszalny.
Wnioski
Rozbudowa hawajskiej posiadłości Marka Zuckerberga na Kauai to nie tylko kwestia luksusowej rezydencji, ale symbol zmian zachodzących na wyspach. Miliarderzy coraz częściej traktują Hawaje jako swoją prywatną enklawę, wykupując ogromne obszary ziemi i odcinając lokalnych mieszkańców od dostępu do tradycyjnych terenów. Efekt Zuckerberga to nie tylko wzrost cen nieruchomości, ale też głębokie zmiany społeczne i kulturowe, które mogą być nieodwracalne.
Kontrowersje wokół kompleksu Koʻolau Ranch pokazują, jak bardzo różnią się światy najbogatszych i zwykłych mieszkańców. Z jednej strony mamy podziemne bunkry i systemy bezpieczeństwa za dziesiątki milionów dolarów, z drugiej – lokalne społeczności walczące o dostęp do grobów przodków. To starcie dwóch różnych wizji przyszłości Hawajów – jako ekskluzywnego kurortu dla miliarderów czy domu dla rdzennych mieszkańców.
Najczęściej zadawane pytania
Dlaczego rozbudowa posiadłości Zuckerberga budzi takie kontrowersje?
Problem nie dotyczy tylko samej skali inwestycji, ale też jej wpływu na lokalną społeczność. Wykupywanie ogromnych obszarów ziemi przez miliarderów prowadzi do wzrostu cen nieruchomości, ograniczenia dostępu do tradycyjnych terenów i naruszania miejsc o znaczeniu historycznym dla rdzennych Hawajczyków.
Jakie są największe obawy mieszkańców Kauai?
Miejscowi boją się, że ich wyspa zmieni się w „park rozrywki dla bogaczy”, gdzie zwykli ludzie nie będą mieli szans na zakup domu. Dodatkowo, rozbudowa kompleksów takich jak Koʻolau Ranch często wiąże się z niszczeniem naturalnego środowiska i ograniczaniem dostępu do miejsc kultu czy łowieckich terenów.
Czy podobne inwestycje prowadzą też inni miliarderzy?
Tak, to wyraźny trend. Jeff Bezos, Oprah Winfrey czy Larry Ellison również inwestują ogromne sumy w hawajskie posiadłości. Ellison posiada nawet całą wyspę Lanai. Wszyscy oni tworzą zamknięte enklawy, często z zaawansowanymi systemami bezpieczeństwa i podziemnymi schronami.
Jakie są konsekwencje ekonomiczne takich inwestycji dla wyspy?
Choć miliarderzy płacą wysokie podatki, to wzrost cen ziemi sprawia, że miejscowi nie są w stanie konkurować na rynku nieruchomości. Dodatkowo, utrzymanie takich kompleksów jak Koʻolau Ranch pochłania ogromne środki, które mogłyby być przeznaczone na rozwój infrastruktury czy edukację dla lokalnej społeczności.
Czy filantropijne działania Zuckerberga rzeczywiście pomagają mieszkańcom?
Mimo że miliarder przekazuje dotacje na szkoły czy mieszkania socjalne, wielu mieszkańców uważa, że to „zaklinanie rzeczywistości”. Pieniądze nie rozwiązują podstawowego problemu – wykupywania ziemi i trwałej zmiany charakteru wyspy. Niektórzy twierdzą nawet, że darowizny są warunkowe i służą wyciszaniu protestów.

